WINO - męski punkt widzenia

WINO - męski punkt widzenia

Czy wino ma płeć?
Kiedy redagowałam artykuł o miejscu Kobiet w świecie wina pojawiła się myśl – to w jakiś sposób oczywiste i pewne, że kobiety kochają wino. Na każdej jego płaszczyźnie. Ale co z mężczyznami? Czy wino sprawia, że mężczyźni odkrywają przy nim swoje pokłady emocji? Czy są w stanie się w nim zatracić? Znam w Krakowie wielu mężczyzn, którzy zawodowo i z pasji zajmują się winem. Jego sprzedażą, importem, degustacją, sędziowaniem, tudzież opisywaniem. Tę pasję widać, słychać i czuć. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie podrążyła tematu głębiej.

Czego pragną mężczyźni... od wina?

Czy postrzeganie wina przez mężczyzn różni się od postrzegania wina przez kobiety? Czy Mars traktuje wino inaczej, niż traktuje wino Wenus? I Czy mężczyzna potrafi kochać… wino?
O tym opowiadają nam Panowie, których zaprosiłam do dzisiejszego wydania Krakowskie Rozważania o Winie.
Zobaczcie!

Tomasz Wagner

z wykształcenia socjolog, z zawodu kupiec winny, z przypadku sędzia winiarski, z pasji pijak i winny wagabunda. W branży winiarskiej od kilkunastu lat, współtwórca winebaru Lustra, Magazynu Wina i twórca winiarni Wino Kawa Oliwa. Fundator winiarskiej Cegły.

Kilkanaście lat temu zrobiłem krok, który zaważył na dalszym życiu, objął je mocno i trzyma w uścisku. To swoista symbioza. W zamian za emocje, których wino dostarcza mi nieprzerwanie, staram się zgłębić jego naturę. Teoretycznie i praktycznie. Emocje są różne, ale zawsze są. Od tych najprostszych, kiedy nie zastanawiam się, co piję mieszając łyżką w garnku, do tych wyjątkowo rzadkich, kiedy wino oplata mnie złożonością, kiedy prawie mogę dotknąć myśli człowieka, który wino zrobił. Te chwile cenię najbardziej, lubię swoje życie – myślę wtedy.

Za to kocham wino właśnie, za te chwile radości, smutku czasem, za złożoność i nieoczywistość. Ale też za nieskomplikowaność i tak po prostu, zwyczajną smaczność.

Kocham też wino za jego społeczny wymiar. Nieodłącznie kojarzy mi się z przegadanymi wieczorami i nocami, knuciem czegoś fajnego. Za możliwość poznania ludzi, którzy te wina tworzą, za możliwość prowadzenia degustacji, za możliwość zarażania innych pasją, zwłaszcza kiedy jest ono skuteczne.

Bartosz Wilczyński

Promotor Kulinarnyambasador polskich win, cydrów autorskich i serów farmerskich. Konsultant i szkoleniowiec winiarzy i serowarów w obszarze marketingu.  Sędzia w konkursach winiarskich i serowarskich. Doradza na stałe najlepszym krakowskim szefom kuchni. Prowadzi degustacje, warsztaty i wizyty winiarsko-kulinarne. Opowiada, pije i konsumuje zawodowo. Współtworzy z Mają Dutkiewicz Radio Kulinarne – pierwszy podcast kulinarno-winiarski.

Dla mnie wino to same pytania. Od zawsze. To może umówimy się na wino, żeby pogadać? To jakiego wina byś się dziś napiła? Czy możemy tę butelkę już otworzyć, przecież wino trzeba pić a nie koniecznie kolekcjonować? A może nam pójdzie lepiej jak otworzymy tę butelkę wina? Jakie wino będzie pasować do tych serów i do tego pstrąga z wędzarni? Jak to możliwe, żeby tutaj robili takie wina? Jak długo będziecie używać tyle chemii do zrobienia wina? Kto zrobił to bursztynowe? Jaka jest historia tej rodziny winiarskiej? Jak będzie smakować to wino prosto ze zbiornika? Jak to się stało, że tam to wino zupełnie inaczej smakowało? Lista, która nigdy się nie kończy.

Przed kilkunastoma laty wino obudziło we mnie chęć i żądze. Chęć nieustannego i bardzo świadomego próbowania, no i przy tej okazji spotykania ludzi, którzy sprawiali, że to moje próbowanie było tak fajne. Zresztą dużo mówię i bardzo lubię te długie dyskusje przy winie, nie tylko o winie. Potem ta chęć i nieprzeżarte żądze przeniosły się szybko na cydry, sery farmerskie, wędliny i całą listę innych produktów.  A wszystkiemu było winne wino. I niech tak zostanie. Zdrowia wam wszystkim życzę. Polskim musiakiem!

Radosław Froń

Prawnik polskiego rynku alkoholowego, orędownik polskich alkoholi rzemieślniczych, wykładowca Podkarpackiej Akademii Wina oraz Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, juror winiarski i piwowar.    

Wino to… produkt spożywczy, który wyrwał się ze swojej utylitarnej roli.  Oczywiście możemy postrzegać wino wyłącznie technicznie – jako napój, mający mniej lub bardziej urokliwą sensorykę, okraszony pewną dawką pokrzepiającego alkoholu. Sprowadzamy je wówczas do postaci sfermentowanego moszczu z winogron a to odbiera nam przyjemność konsumpcji i brutalnie spłyca tę pojemną formę. Wino to oczywiście zjawisko zmysłowe, które dostarcza nam czysto cielesnej przyjemności ale też nośnik tradycji i kultury, materializacja pracy i historii jego twórców, prawdziwa literatura faktu podana w niezwykle atrakcyjnej formie. 
 
Za co kocham wino? Za to, że nie można się nim znudzić. Niezależnie od tego ile win już spróbowaliśmy, ilu producentów odwiedziliśmy to wciąż mamy przed sobą cały wszechświat doznań i doświadczeń. Wino w znakomitej większości nie jest produktem przemysłowym, nie dąży do unifikacji i bezwzględnej technologizacji. Nie ma też najczęściej ambicji ani też szczęśliwie większych możliwości aby zawsze smakować tak samo. Każda butelka, każdy rocznik to zupełnie nowe przygody. W obliczu tylu podniet ciężko wytracić swój entuzjazm i tak łatwo się odkochać. 
 
Zatracenie się w tej materii nie było tak gwałtowne, jak samo jej odkrycie. Pamiętam dzień swojego bachicznego nawrócenia. Pamiętam emocje z jakimi wczytywałem się w winiarską literaturę, pierwsze świadome degustacje, pierwsze własnoręcznie posadzone krzewy winorośli, pierwsze wina, niesamowitych ludzi których spotkałem na tej winiarskiej drodze. Nie było już innej drogi. Szczęśliwie w dzisiejszych czasach kult Bachusa nie jest zakazany. 
 
A jeśli nie wino, to co? Nie lubię narzucać sobie ograniczeń. Nieznane prowadzi nas czasem ku nowym uciechom z których nie warto rezygnować a priori. Bardzo cieszą mnie cydry, odkrywam egzotyczny świat sake, także od piwa naturalnie nie stronię. Jako browarnik nie mam nawet większych możliwości takiej dezercji. Osobiście szukam jednak w piwie czysto użytecznej przyjemności, odprężenia także dla intelektu, którego tak pobudzające wciąż wino, mi nie daje. Współczesne piwowarstwo jest światem niezwykle bogatym. Pozwala twórcom na niemal nieograniczony, artystyczny przekaz ale nie oddaje przez to czystej formy natury a tę doceniam najbardziej. Oczywistym kierunkiem w jej poszukiwaniu są zatem destylaty. Jesteśmy u progu nowej rewolucji rzemieślniczej, ostatniej z wielkich, której owoce pozwolą nam cieszyć się pełnym spektrum alkoholowych radości w ich najlepszym wydaniu. 

Rafał Błażusiak

Sommelier w ZaKładka Bistro de Cracovie

Chyba każdemu z nas zdarza się raz na jakiś czas (może czasem częściej) zadać fundamentalne pytanie: Coś bym się dziś napił dobrego – tylko co? Tu następuje najczęściej szerokie i błagalne spojrzenie do lodówki, na część z napojami…  Zdrowy rozsądek podpowiada, że powinna to być woda, ale jednak wybór nie jest tak oczywisty. Bo przecież ile można pić wodę, a przecież to samo zdrowie.

W mojej domowej spiżarni najczęściej gości wino. Wydawać by się mogło, że wino to pozornie prosty napój. Jednak im więcej się go pije i więcej poznaje się jego możliwości tym fascynacja do tego napoju rośnie. Argument jaki za nim przemawia jest prosty: niby nazwa ta sama – wciąż wino, a każda butelka smakuje inaczej – różnorodność – i tu jest klucz. Wino jest naprawdę fascynujące. Nie mówię tylko o tym, że jestem zaintrygowany tym, co akurat trafi do mojego kieliszka, ale także o sposobie, w jaki otwiera ono drzwi do uczenia się wielu innych rzeczy i poznawania fantastycznych ludzi. Pijąc wino zastanawiasz się: jak ono zostało zrobione, skąd pochodzi, kto za tym winem stoi, jak wygląda winnica itd. itp.. To jest w tym super – wino otwiera na świat.

Zaczynając swoją przygodę z winem byłem już dosyć świadomym obywatelem. Zanim do tego doszło wcześniej w kieliszku gościła „ruda szkocka” –  stwierdzenie idę się napić czarnej herbaty miało odmienne od oczywistego znaczenie. Miałem też trochę szczęścia: co mnie ominęło to spożywanie tzw. tanich alkoholi typu popularnych marek, zarówno z działu whisky jak i wina. Czy żałuję – niekoniecznie. Natomiast jedną z rzeczy, która po raz pierwszy przyciągnęła mnie do wina i która mnie do niego przyciąga do tej pory, jest to, że kiedy je pije, zauważam, że po prostu mi smakuje i sprawia przyjemność. A jak się okazuje – taka powinna być jego rola. Szczególne miejsce u mnie zajmują obecnie wina organiczne i naturalne – bo te dają najwięcej radości. Wino to wspaniała przygoda.

Wstęp i redakcja

Renata Targosz. Z wykształcenia biolog ze specjalizacją nauczycielską oraz z zakresu genetyki, z zawodu i pasji restauratorka. Z gastronomią związana od ponad dwudziestu lat. Od ośmiu lat prowadzi wraz z mężem, Rafałem Targoszem krakowską restaurację ZaKładka Bistro de Cracovie, wyróżnianą w przewodniku Michelin oraz Gault&Millau. W 2019 oraz 2020 jej restauracja otrzymała Award of Excellence Magazynu Wine Spectator.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *